Co na dobry początek  > Felieton > „Katyń nie zmieni świata...”

 
 

„Katyń nie zmieni świata...”

Katyń wczoraj i dziś. Katyń, który teraz staje się miejscem podwójnej pamięci Polaków. Wreszcie Katyń, który czerwieni się od krwi Wielkich Ludzi dla narodu. 10 kwietnia, Smoleńsk, katastrofa lotnicza – te elementy tworzą już całość, są nierozerwalnie połączone – na zawsze. Związane bólem, przeszyte rozpaczą, ogarnięte wieczną pamięcią.
Dzień katastrofy nie uświadomił mi, jak wielkiej wagi było to wydarzenie. Początkowo rozpatrywałam je tylko (a może aż) jako tragedię ludzi. 96 osób, które zniknęły z życia swoich rodzin w ciągu kilku sekund. Niewysłowione cierpienie, ból po stracie najbliższych…
Koszmarna chwila, ale przecież poza współczuciem nie mogę nic zrobić. Nasze życie jest tutaj… każdy ma swoje problemy. Może miałam zbyt twarde serce? A może nie do końca jeszcze dotarło do mnie co się stało. Chyba jednak to drugie, bo oglądając na bieżąco informacje związane z katastrofą na smoleńskiej ziemi, coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z ważności i powagi chwili. Polska w jednej chwili straciła tylu znaczących ludzi. Kraj został ‘osierocony’.
Być może nie jestem przykładem wiernej patriotki, może na co dzień nie myślę o tym, co dzieje się z narodem, a politycy nie odgrywają ważnej roli w moim życiu, ale zrozumiałam, że jest to wielka strata i zarazem nasz ogromny sprawdzian.
Kilka godzin lekcyjnych poświęconych na podzielenie się przeżyciami i refleksjami wywołały kryzys. Miałam dość śledzenia tych wydarzeń, słuchania i oglądania fałszywych histerii bohaterów telewizyjnych. Nadszedł czas, kiedy przyszło mi zmierzyć się z tym, co media próbują człowiekowi narzucić. Czas rozeznania czy ich wpływ jest skuteczny, czy jednak moja ocena zdarzeń jest niezależna i niczym nie sugerowana. Wydaje mi się, że potrafiłam zweryfikować informacje i przyjmować tylko te wiadomości, które były przydatne, wartościowe i prawdziwe.
Reakcje społeczeństwa po zaistniałej tragedii były dla mnie fałszywe i wymuszone. Nie twierdzę, że było tak w każdym przypadku, ale niektóre wypowiedzi wydawały mi się co najmniej nie na miejscu. Ci, którzy szydzili i kpili z polityków – teraz przyznają, że byli dla nich bardzo ważni. Skąd zatem ta zmiana? Niewątpliwie w obliczu tak wielkiego dramatu znikają wszelkie poglądy polityczne, wszyscy stają się jedną, wielką wspólnotą. To jednak jest bez sensu, bo już za kilka dni słyszeliśmy o rozpoczynających się na nowo sporach, kłótniach, zwadach. Czy Polakom naprawdę trzeba doświadczyć takiego cierpienia, narodowego nieszczęścia, by cokolwiek zmieniło się.. na dwa dni?
Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że inne kraje potrafiły solidaryzować się z Polską i wspierają nas w tym trudnym czasie. Wiem, ze pokój ten trwa tylko chwilę, ale istotny jest gest…
Przecież w innych państwach nie było konieczności ogłaszania żałoby narodowej, a jednak istniejące stosunki międzynarodowe były ważniejsze niż wzajemna sympatia lub antypatia.
Czas narodowego smutku skończy się, a politycy będą musieli wrócić do swoich obowiązków. Przed nami kampania wyborcza i wybory prezydenckie. Pierwszy raz jako świadomy obywatel będę mogła zadecydować o tym, kto będzie głową Polski. To zapewne duża odpowiedzialność wybrać jednego reprezentanta, ale też nigdy nie będziemy mieć pewności czy dany kandydat będzie godnie sprawować swoją funkcję.
Teraz pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że wybory przyniosą nam odpowiedzialnego Prezydenta, a Ci, którzy faktycznie przeżyli tę tragedię otrząsną się z szoku i bólu. Nie liczyłabym jednak na poprawę sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej, bo jak wiemy, Polacy potrafią zjednoczyć się tylko wtedy, gdy ciąży nad nimi narodowa boleść. Pamiętajmy o wszystkich ofiarach katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem i oddajmy im należną cześć. Nie zapominajmy też o tych, którzy zostali tutaj- przepełnieni rozpaczą i otoczmy ich swoją modlitwą.

Iwona Myketyn

 

 
 
 
Gazetka